poniedziałek, 20 stycznia 2014

13.

No, czas się ogarnąć, pilnować. Sobota i niedziela były złe, bardzo złe. Dziś już spokojnie, trzeba wrócić na właściwe tory, Tyle razy to robię, bo zawsze co jakiś czas musi się zdarzyć jakiś zły dzień/dni. Dlatego przez tyle miesięcy nie mogę się nadziwić, że nie przytyłam, tylko od iluś miesięcy trzymam stałą wagę 66kg. Okropne. Przez jakiś czas byłam z tego zadowolona, w końcu coś poniżej siódemki z przodu. To 66 jest milion razy lepsze niż 74. Ale frustruje mnie to czasami, że nie spada, niby ciało wygląda lepiej, każdy tak mówi, ale waga nie spada. Czasami pojawi się jakieś 65. Ale ogólnie czuję się całkiem, całkiem bo w ubraniu wyglądam fajnie. Ale muszę pracować, nie jeść, ćwiczyć, żeby latem wyglądać świetnie w bikini. Tym bardziej, że zapowiada się, że czasem będę bywać nad jeziorem. Zaczęłam robić A6W według tabeli od wczoraj, czyli dziś drugi dzień zaliczony :). Przedtem też trochę robiłam, ale ot tak bez tabeli. Chce też pilnować ćwiczeń rozciągających, żeby za jakiś czas móc zrobić szpagata <3. I z brzuszkami trzeba się ogarnąć. Może K zdecyduję się robić ze mną A6W. Bilans z dziś nie jest zły, chociaż bardzo zła jestem za pół drożdżówki  ;x . Oto on:
- mała skibeczka ze serkiem smażonym
- pomidorowa z kluseczkami i parówką + 2 kostki ptasiego mleczka ( Ach, ta babcia ;x )
- pół drożdżówki z kruszanką ;x
- większa skibka suchego chlebka
Ogólnie nie jem pieczywa, czasem jem bułki grahamki lub pieczywko chrupkie. Ale ostatnio nie mam pola do popisu, nie mogę wybierać, a coś czasem muszę zjeść. Weekend, jak weekend. W piątek byłam u H. W sobotę byłam sama u niej w domu bo pilnowałam całą noc jej jakby przyrodniej siostry, bo H była z rodziną na 18nastce. Niedziela leniwa, jak to niedziela. Nie cierpię. Nie poszłam znów do kościoła, bo tak wymarzłam, że stwierdziłam, że już nigdzie nosa nie wystawię ;x. Zła jestem na siebie za to. W środę mam wizytę u neurologa i okulistki. Bardzo mi się nie chcę do niech iść, ale muszę, bo to na badania do pracy. Jutro dzień babci. Kupiłam babci prymulkę i czekoladę. Nawet mnie nie stać na jakiś fajny prezent, jak ja to uwielbiam. Będę musiała babci iść po coś słodkiego, bo sama nie wyjdzie z domu, boi się gdy jest tak ślizgo. A ja się boję tego, że będę potem musiała to jeść. Postaram się jak najbardziej ograniczyć, ale wiecie jak to jest. W sumie też planuję ogólnie zjeść malutko przez cały dzień, więc nie powinno być źle. Znalazłam dziś fajną piosenkę. Dawid Kwiatkowski ( tak, wiem jak wszyscy na niego jadą ;x nie mam na jego temat zdania, ale piosenka jest mega) - na zawsze. Fragment który mam ciągle w głowie ' Zapytaj mnie, ile jeszcze serc po drodze będę łamać, nie chcę tego lecz, zgubiłaś mnie, nauczyłaś chcieć tego czego nigdy nie powinienem mieć ' . Jakoś bardzo czuję, jak to utożsamia się ze mną.. T dał mi spokój, oprócz wchodzenia na mój profil na fotce, co parę dni, np. wczoraj. Nie chcę, żeby wrócił, nie chcę mieć z nim nic wspólnego, wystarczająco mnie już zniszczył. Teraz muszę żyć sama. Chcę żyć sama. Zająć się tym co dla mnie ważne, tym co jest coś warte. On nie był, nie jest i nie będzie niczego wart. Nieważne. Wiem, że moja przyjaciółka K, czasem czyta te posty, więc pozdrawiam, kocham Cię mordko, dziękuję za wszystko <3! Tymczasem, kończę, pora spać. Dobranoc :*.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz