czwartek, 16 stycznia 2014

A jednak nie.

Już się cieszyłam, że będę mogła zacząć tego posta słowami: ogarniam się, już mi lepiej. Ale chyba jednak nie, skoro właśnie dopadł mnie płacz. Nie taki paniczny jak zawsze, ale jednak poczułam się źle. A było całkiem ok. Wiem, że jak jutro wstanę będzie ok, ale jednak wolałabym tego nie czuć. Chyba się zaczęłam ogarniać po tym, jak szwagier troszkę mną potrząsnął. Przynajmniej doszłam do wniosku, że publicznie muszę się ogarnąć, muszę przynajmniej zacząć udawać, że jest dobrze. W sumie nic nowego się nie dzieje. Poznaję nowych ludzi, dostaję mnóstwo nowych wiadomości i nie ogarniam z odpisywaniem. Szczerze mówiąc chyba mnie to trochę przytłacza. Chyba chciałabym jednak mieć w tej kwestii troszkę świętego spokoju. Sama już nie wiem. Jak na razie nie chcę się wiązać. Dziś dzień, jak co dzień. Byłam z babcią na zakupach. Trochę pochodziłam z mamą po mieście. Wczoraj kupiłam śliczne białe skinny w czarne serduszka <3. Rozmiar L, ale w moim wypadku to i tak w końcu jakiś sukces. Z jedzeniem też się ogarniam, ale nie podoba mi się dzisiejsze ciastko i prażynki ;x. Kurde, musiałam mieć ochotę na to ciastko. A i tak nie było warte mojego zjedzenia, brr. Ale ogólnie jestem na całkiem dobrej drodze. Ćwiczę też, może nie dużo, ale zawsze coś. Jutro mam się zgłosić do pewnej firmy, do kadr, po skierowanie na badania, bo przyjmą mnie na kurs szwaczki. Boję się ;x. Ale muszę zrobić coś ze swoim życiem, muszę zacząć pracować. Musze się ogarnąć. Pamiętam, że jak po tej sprawie z Panem K, w kwietniu zaczęłam pracę w cukierni, to bardzo mi to pomogło, że mam jakieś zajęcie. Teraz jest mi to chyba mega potrzebne, bo nie mogę przestać myśleć o sprawie z T.. Niczego po chudości tak nie pragnę jak tego, by zniknął, wyparował.. A ja powoli, powoli znów uczę się jak to być zimną suką :). Eh, uwielbiam swoje posty. Byle jakie, pomieszane. Chwilę o diecie, chwilę znów jak to mi źle i bla, bla. Ale muszę to pisać, to troszkę pomaga. Wypiłam dziś i wczoraj senes. jak się zważę w niedzielę, proszę niech się w końcu ruszy, niech będzie 65 ;c. Tak bym już chciała 60, ale wiem, że trzeba być cierpliwym, wiem. Staram się, ćwiczę więc proszę, leć w dół. Nie wiem już, co jeszcze miałabym napisać. Chyba już sobie po prostu lepiej pójdę : ). Trzymajcie się, pa :*.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz