Także ten. Jest źle, bardzo. Zje*ałam. Zaliczyłam napad. Od iluś dni rano nie jem, potem zjadam obiad a pod wieczór wpier*alam. Wczoraj zjadłam śledzia w occie, potem nutelle, znów śledzia i znów nutelle o.O. Myślałam, że będzie mi niedobrze, cokolwiek. A tu nic, kompletnie nic. Dobrze, że wiem, że to nie objawy ciąży. Próbowałam dwa razy wymiotować. Ale nic z tego. Nie umiem, nie potrafię. Shit ;x . Tak dobrze mi szło, już tak długo, wiedziałam, że za długo jest dobrze ;c. Muszę jednak pisać znów bilanse. To mnie kiedyś jakoś bardziej trzymało. mam już uszykowany mój słodki różowy notesik z muffinką w tym celu. Jutro, na obiad będzie zupa, czyli lekko, planuję zjeść tylko tą zupę i nic więcej. Po jutrze sylwester, mój brzuch jakoś w miarę musi wyglądać, chociaż pewnie i tak będzie źle. W sylwestra i tak się pewnie dużo najem ;c. Wyjeżdżam z przyjaciółką H do Ostrowa Wielkopolskiego do innej przyjaciółki i jej chłopaka. taka domóweczka w czwóreczkę. Po ostatniej akcji, planowałam zbyt nie pić w sylwestra, ale obawiam się, że nie dam rady, że jak się mocniej nie napiję to humor mi nie da żyć. Muszę powiedzieć K, żeby pochowała wszystkie proszki. Dobrze, że mam zablokowane konto, bo bardzo się obawiałam, że jak się spiję to napiszę T jakiś miłosny esej. A na drugi dzień umierałabym ze wstydu ;x. Ciekawe czy on coś napiszę. Trochę zniknęłam z fb, z fotki tez chciałam, ale ktoś mi się włamuje i musiałam się zalogować. Ale czuję, że to troszkę mi pomaga, że faktycznie trochę odpoczywam od tego wszystkiego. Dziś spotkałam się z moim ukochanym bratem P <3. Jejciu, jak dawno go nie widziałam. 1,5 roku. A on zawsze jest przy mnie, zawsze mnie wspiera. Jestem mu taka wdzięczna za wszystko. Bardzo się ucieszyłam, że przyjechał. Dwa dni temu, spotkałam się z chłopakiem, do którego miałam w zeszły piątek jechać na imprezę. Przyjechał do mnie. M jest naprawdę super, bardzo go lubię, fajnie przytula :3. Ale nie wiem, co miałoby być dalej. Teraz jestem taka nieogarnięta, niezdecydowana.. Boję się, by mnie ktoś nie skrzywdził i bym ja kogoś nie skrzywdziła. Ale pewne jest to, że nie chcę się wiązać. Nie chcę teraz z nikim być, naprawdę, tak jest lepiej. Wydaje mi się, że czuję się trochę lepiej (szok?). Ale to nie zmienia faktu, iż gdzieś tam głęboko w środku, nawet jeśli nie zdaję sobie z tego sprawy, nadal czekam na T. To jest jeszcze za świeże, minęło za mało czasu. Przede mną te trudne postanowienie noworoczne. Wmawianie sobie, że go nie kocham. Że już go nie kocham, nie chcę, nie pragnę, nie tęsknię. NieNieNie. Pisał mi dziś, że chyba ma jakiś tam mój pierścionek. Mhm. Nie wiem w sumie. Staram się o tym nie myśleć, a on niech dalej daje sobie wpisy na fb. Dlatego, wolę narazie nie wchodzić i się odciąć. Ale wracając do diety. To od Nowego Roku, nie ma ŻADNEGO ZMIŁUJ, ŻADNEGO. Koniec ze słodyczami, objadaniem się, jem mało, ćwiczę i nie łamię zasad. Boże, byle tylko bym dużo nie przytyła, proszę ;c. Wejdę na wagę za tydzień w niedzielę, teraz się boję . Strasznie się cieszę, na tego sylwestra <3. Boję się tylko, by mi się humor tam nie popsuł, bym nie zatęskniła, tego się strasznie boję już od dawna.. Mam nadzieję, że się wszyscy spijemy chociaż troszkę i będzie wesoło, jeszcze szisza na nas czeka, ah. Mam nadzieję, że nie stracę nad sobą kontroli, tego też się troszkę boję od tamtej niedzieli, żebym nic nie odwaliła z proszkami, ale myślę, że będzie ok. Póki co to chyba się troszkę taka czuję wyprana z uczuć, niby wiem, że tęsknie za T, ale chwilowo tak czuję, jakby mi było obojętne czy jest czy go nie ma. Niech robi co chcę.. No, także byle do sylwestra :) . Udanej zabawy !
niedziela, 29 grudnia 2013
środa, 25 grudnia 2013
8.
Hej. No to święta, święta i prawie po świętach. Wczoraj może i z jedzeniem nie było tak bardzo źle, niepotrzebnie zjadłam ciasto, strasznie jestem zła, ale było takie pyszne ;x. Nie dziewczynko, co Ty mówisz?! Pyszne? Jesz takie rzeczy, w ogóle jesz, to niszczy Twoje starania, Twoje ciało, Twoje marzenia a Ty sobie twierdzisz, że było takie pyszne? Okropność. Za to dziś szło mi całkiem nieźle, ale wieczorem, nutella i te sprawy.. Nie jest aż tragicznie, to nie napad, ale dobrze nie jest. Jestem na siebie taka zła.. Jutro albo nie będę jeść nic, albo jakieś mandarynki coś takiego lekkiego żeby przeżyć. W sobotę pisałam o panu T, że już się chyba na dobre obraził, teraz widzę, że to chyba nigdy nie nastąpi. W niedzielę napisał, że mam tyle nie smutać, mam się uśmiechnąć i bla, bla. Pytał, bo miałam być w klubie w sobotę. W wigilię dostałam dwa razy od niego życzenia.. Kurwa, jak on uwielbia mi mieszać w głowie. Tępy ch*j .. Chociaż wiem, jakim jest okropnym człowiekiem, jakie okropne rzeczy robi, to nic się we mnie nie zmienia.. Nic.. Wczoraj i dziś spotkałam się z jego bratem i moją kuzynką. Zaręczyli się.. Naprawdę, życzę im jak najlepiej, ale poczułam się okropnie. Spełniają się jej moje marzenia, które jeszcze nie tak dawno, zapowiadały się mi. Wszystko się rozsypało.Ach, kocham to. Jest jak jest, nic nie zrobię. Uczucia i emocje buzują. Chociaż chyba coraz częściej jestem pusta, wyprana z tego wszystkiego. Żeby tylko jeszcze o tym nie myśleć. Byłam wczoraj z przyjaciółką na pasterce. Podobało mi się bardzo :). Tylko szkoda, że tak dużo ludzi, taki ścisk. Ale byłam zadowolona. Wszyscy racy szczęśliwi. Tylko ja taki odmieniec. Ale ktoś musi. Dziś spotkałam się z kolegą, z którym spotkałam się jakieś 2 tyg temu. Ł jest naprawdę fajny, ale dla mnie to kolega i nic więcej z tego nie będzie. Nie chcę się teraz wiązać, nie umiem nikogo dopuścić do siebie. Miło jak mnie przytulił, ale niech tak zostanie. Cały czas powtarzał jaka to jestem chuda itd. Mówił do mnie chudzino, nawet na pożegnanie. To jakby miód na moje uszy, co chwilę słyszeć: chudzino <3 . To takie motywujące. Chociaż dziś się najadłam słodkiego, to nie odpuszczę, jutro lekko i ćwiczenia. Szybko muszę się ogarnąć i panować nad sobą. Musze być chuda, muszę ! To jest najważniejsze. To jest moją nową miłością. A miłość do T, żegnaj ! Witaj nienawiść i obojętność ! W sumie nie wiem co jeszcze pisać. Teraz martwię się już tylko o jedzenie. Chyba na tym zakończę post. Chudych świąt :* !
sobota, 21 grudnia 2013
Żyję bo oddycham.
Faktycznie. Żyję, bo oddycham. To raczej stan wegetacji, niż życie. No, ale oddycham, chodzę, jem to przecież żyję. Wczoraj byłam w szkole na ostatnim zjeździe przed świętami i dziś też. Wczoraj, taki szok pierwszy raz w tym roku zostałam z koleżanką na wszystkich lekcjach ;o. Praca zaliczeniowa z matmy, masakra. Przez duże M. Dziś napisałam poprawę z poprzedniej pracy, też z matmy. Chyba jest nieźle. Dziś w szkole było całkiem fajnie. Łamanie się opłatkiem, życzenia. Potem z ekipą zrobiliśmy sobie sesyjkę zdjęciową. Będzie mi ich brakowało do następnego zjazdu. W ogóle jak sobie pomyślę, że skończymy szkołę i się rozejdziemy będzie mi ich bardzo brakowało. Jest sobota wieczór, wszyscy się gdzieś bawią. A ja siedzę w domu. Konkretnie już w łóżku i zaraz przyjdzie mi iść spać. To jest coś czego zawsze nie chciałam, czego nienawidzę. Siedzenie w weekend w domu przyprawia mnie o jeszcze większą depresję. Któregoś dnia, spotkałam się z pewnym chłopakiem. Zaczął się do mnie dobierać itd. Totalna pomyłka, masakra. Teraz już całkiem na jakiś czas odechciało mi się spotkań i jakichkolwiek związków tym bardziej. Chociaż tak bardzo kogoś potrzebuję. Ale nie chcę, muszę dać sobie na wstrzymanie. Wczoraj mogłam jechać do miasteczka ok 30 km stąd do jednego chłopaka, bo mieliśmy iść na imprezę, ale nie pojechałam. Mogłabym wrócić pociągiem po 5 rano, nie pasowało mi to, bo bałam się, że mama się dowie i jak zwykle przypał. Trochę żałuję, że straciłam taką okazję. Ale trudno. Z dietą jest ok, chociaż dziś zjadłam trochę za dużo pierniczków które piekłam -.- . Kusiło mnie, ale dałam radę. Chociaż zawsze mogło być lepiej. Ćwiczenia też tam jakieś były. Ogólnie trzymam się dobrze, niby chudnę, wszyscy to zauważają, więc coś w tym chyba musi być. Ten chłopak sprzed paru dni, powiedział, że taka ze mnie chudzinka. Jeszcze jeden chłopak, z którym się spotkałam tydzień temu, powiedział, że według niego jestem za chuda. Jak cudownie słyszeć takie rzeczy *.*. To tak motywuje! Bilansu nie wklejam, bo zbytnio nie pamiętam co tam było. Rano wchodzę nam wagę, jest 65 <3 . Pod wieczór 66. Dlatego nie podoba mi się rozpisywanie tych celów, ale niech będzie. Ważne, że widać zmiany na ciele. Powoli nastawiam się psychicznie na święta i sylwestra. Pan T od poniedziałku się nie odezwał, taki szok. Chyba teraz już naprawdę się obraził i postanowił dać mi spokój. To chyba lepiej.. Tak, na pewno lepiej. Myślę ciągle o postanowieniach noworocznych i powoli układają mi się w głowie. Stwierdziłam, że jeszcze do końca roku dam sobie czas, na taką żałobę i nie ogarnięcie, a od Nowego Roku zaczynam nowe życie i się po tym pozbieram. Z dietą idzie mi super. Żeby tylko jakiś tam humor był.. Żebym w końcu na pytania znajomych: Jak się czujesz? nie musiała odpowiadać: wcale się nie czuję.. Skoro szwagier dzwoni do mnie i pyta czy żyję, to chyba faktycznie muszę wyglądać jak chodzący trup. Chociaż przy nim bardzo się staram i udaję. Widocznie mnie już przejrzał. Także, żegnaj T. Nie chcę Cię już, nie kocham Cię już, nie pragnę Cię już, nie myślę o Tobie już, nie pamiętam, że istniejesz. Nie kocham, nie kocham, nie kocham Cię. Teraz już tylko nauka, dieta, przyjaciele, pasje, i panowanie nad emocjami, nie dopuszczanie ludzi blisko, by znów ktoś nie zrobił mi niczego takiego. Trzymajcie się, pilnujcie diety i ćwiczeń, bo to przecież dla nas takie ważne :* !
środa, 18 grudnia 2013
6.
Hej. To były ciężkie dni. W tą niedzielę, poszłam do przyjaciółki na te urodziny. Ze względu, że jestem dość mocno przeziębiona to biorę leki garściami, no w sumie teraz od poniedziałku już nie. Ale w niedzielę brałam, dużo. Mama przyjaciółki wcisnęła mi trochę obiadu ;c . Dobrze, że to naprawdę było troszkę. I zjadłam 2 kawałki tortu -.- . TAK, OKROPNE DWA KAWAŁKI . W sumie potem i tak byłam dość głodna, bo jem ostatnio mało. A że jestem taka mądra, to w związku z tym, że najadłam się wcześniej tyle tabletek, nie odmówiłam wódki. Wypiłam 4 kieliszki cytrynówki. Po 2 już bardzo szumiało mi w głowie.. Najgorsze że zrobiłam to ŚWIADOMIE, CELOWO. Potem się zaczęło.. Zrobiło mi się słabo , niedobrze.. Przyjaciółka, po prostu pomyślała , że ta mieszkanka mi zaszkodziła, nie pomyślała, że zrobiłam to całkiem celowo. Wiedziałam, że jednak to za mało tabletek, żebym zeszła, ale miałam nadzieję, że jednak coś mi się stanie. Gdy się tak źle poczułam, jeszcze dostałam zdjęcie od szwagra. Wytatuowali sobie swoje imiona na wzajem. Dopadł mnie kompletny dół. Gdyby ktoś na stole, postawił mi butelkę wódki i tabletki i wyszedł, zrobiłabym to bez wahania. Zabiłabym się. Do domu ledwo doszłam. Nie mam pojęcia jak. Potem rozbolała mnie głowa, serce. Rozryczałam się kompletnie. Przez jakiś czas, patrzyły na mnie tabletki, które leżały na stoli nocnym. Patrzyły i mówiły: weź nas wszystkie. Ale wiedziałam, że mi nie wolno. Doszłam w tym wszystkim do takiego stanu, że chciałam się przez niego zabić. Poczułam się przerażona, tym co chciałam zrobić. Tym co się ze mną dzieje. Postanowiłam, że muszę wszystko zmienić, nie mogę tak żyć, tak, że dochodzę do stanu samobójcy. Także, przestałam tak brać proszki, jem ciągle dość mało, ale staram się dbać o swoje ciało. Któregoś dnia, dziewczyna kuzyna, mówiła mi, że jedna kuzynka mówiła, że jak ostatnio mnie widziała, to mnie nie poznała, bo się zrobiłam taka chuda. Że co ;o . Wczoraj spotkałam się ze szwagrem i kuzynką. opowiedzieli mi trochę o T. ale nie chce mi się o tym pisać.. Chce żeby umarł, zniknął, whatever. On tez schudła -.- . I teraz bardzo się muszę pilnować, by nie przytyć i muszę schudnąć więcej niż ona. Ale jak tak o tym mówiłyśmy ona do mnie powiedziała : No bo Ty też dość dużo schudłaś, co nie? A ja taki szok i tylko: yy no trochę. No i ogólnie dużo osób mi mówi, że schudłam. Chociaż waga stoi 65-65 kg ;c , to moje ciało chyba się faktycznie zmienia. oto bilans z dziś:
- mandarynka, banan
- zupa ogórkowa i kawałek szyi od indyka
- pół dużej gratki
- 2 pralinki ;x ..
- 6 pierników które sama upiekłam ;x ..
- 2x pieczywo chrupkie ze serkiem, pomidorem i szynką
Wiem, że nie powinnam jeść słodyczy, ale takie małe ilości pozwalają mi przetrwać. Ale postaram się je wyeliminować całkiem. Dość dużo też udaje mi się ćwiczyć, moje ciało dość mocno mi o tym przypomina.. Ale ćwiczeń nie odpuszczę. Mam szczytny cel, sprawić by moje ciało było piękne, bym była z niego dumna. To najlepszy cel, gdy robisz coś dla siebie. W sumie też wymyśliłam sobie postanowienia noworoczne, ale to opisze kiedy indziej :). Najważniejsze, to zapomnieć o T.. Boże, pozwól mi się w końcu ogarnąć, żebym już nie cierpiała z takich powodów. Żeby już nikt nigdy nie złamał mi serca.. Musze się teraz na czymś skupić, by o nim nie myśleć. Także keep calm and by skinny :). Trzymajcie się wytrwale :*.
- mandarynka, banan
- zupa ogórkowa i kawałek szyi od indyka
- pół dużej gratki
- 2 pralinki ;x ..
- 6 pierników które sama upiekłam ;x ..
- 2x pieczywo chrupkie ze serkiem, pomidorem i szynką
Wiem, że nie powinnam jeść słodyczy, ale takie małe ilości pozwalają mi przetrwać. Ale postaram się je wyeliminować całkiem. Dość dużo też udaje mi się ćwiczyć, moje ciało dość mocno mi o tym przypomina.. Ale ćwiczeń nie odpuszczę. Mam szczytny cel, sprawić by moje ciało było piękne, bym była z niego dumna. To najlepszy cel, gdy robisz coś dla siebie. W sumie też wymyśliłam sobie postanowienia noworoczne, ale to opisze kiedy indziej :). Najważniejsze, to zapomnieć o T.. Boże, pozwól mi się w końcu ogarnąć, żebym już nie cierpiała z takich powodów. Żeby już nikt nigdy nie złamał mi serca.. Musze się teraz na czymś skupić, by o nim nie myśleć. Także keep calm and by skinny :). Trzymajcie się wytrwale :*.
niedziela, 15 grudnia 2013
Wcale nie jest źle. Jest najgorzej.
Hej. Teraz patrzę na moje wpisy. Przecież to miał być blog o jedzeniu, o diecie. A tym czasem zmienił się w jakby pamiętnik. Ale muszę o tym pisać, po prostu muszę, bo mnie to rozwala.. W czwartek miałam imieniny. Pan T nawet złożył mi życzenia (szok?). W piątek odezwał się, że gra w klubie w moim mieście. No dobra, ale co mnie to obchodzi? Nie spotkałam się z nim, chociaż było blisko. W sobotę też się odzywał, gdzie to on nie gra. A co mnie to ku*wa w ogóle obchodzi? I jeszcze mi napisał, że wie, że to dla mnie trudne ale mam na niego nie czekać i mamy być przyjaciółmi. On wie? Co on ku*wa wie. Nie. To nie jest trudne. To mnie po prostu, rozwala, zabija. Umieram co dzień po troszku. Ale nie umiem umrzeć naprawdę i odejść z tego świata. A ona, zero świadomości jak mnie krzywdzi. Czasami po prostu chciałabym żeby umarł, zniknął, bo mnie to przerasta.. Nie mam już siły, naprawdę. Kocham go i nienawidzę z jednakową siłą. Wiem, jakim jest człowiekiem a mimo wszystko nadal bym chciała by wrócił i jednocześnie nie chcę. Chcę żeby się odzywał a jednocześnie chcę żeby zniknął. Takie to poj*bane.. Muszę zapomnieć, odizolować się, przetrawić..Tylko jak. Ale nie ważne. teraz najważniejsza jest dla mnie dieta. To jest teraz mój cel i priorytet. Więc niech ten blog stanie się takim jaki powinien być do początku. Z dietą idzie mi całkiem dobrze, tylko muszę jeszcze wyeliminować te głupie słodycze. Ćwiczenia też dobrze. Bo ja to lubię ćwiczyć, jak już się rozkręcę i ich trzymam to jest super. Dziś zjadłam:
- mandarynkę
- na obiad ziemniaka, z 2łyżki surówki i 2 polędwiczki z kurczaka
- kawałek piernika , musiałam zjeść gdy byłam u babci bo by mi nie dała żyć
- 2 kostki pawełka, zupełnie nie potrzebnie..
Idę niedługo do przyjaciółki na urodziny, więc pewnie będę musiała zjeść kawałek tortu.. Boję się. Dlatego już nic więcej nie jem. Oprócz tego piję dużo czerwonej i zielonej herbaty. Waga się waha, rano jest 65kg, po całym dniu 66,67 zależy.. jedno jest pewne, nigdy więcejsiódemki z przodu, nigdy. Do wakacji, chciałabym zrzucić więcej jeśli się uda, ale muszę zrzucić przynajmniej do 60kg. MUSZĘ. Mocno ćwiczę i widzę jak to dobrze wpływa na moje ciało. Wszyscy mi teraz mówią jakie mam chude nogi ;o. Nawet mama jakiś czas temu mi powiedziała, że schudłam i że nogi mi się takie chude zrobiły, szok. I o to chodzi. Nawet on to zauważył.. Teraz to jest mój cel, moja miłość. Już nie ON. Nie chcę go, nie chcę go, nie chcę go. To sobie muszę wmawiać. Jedyne czego chcę, to chudnąć. Dziś to na tyle, trzymajcie się :*.
- mandarynkę
- na obiad ziemniaka, z 2łyżki surówki i 2 polędwiczki z kurczaka
- kawałek piernika , musiałam zjeść gdy byłam u babci bo by mi nie dała żyć
- 2 kostki pawełka, zupełnie nie potrzebnie..
Idę niedługo do przyjaciółki na urodziny, więc pewnie będę musiała zjeść kawałek tortu.. Boję się. Dlatego już nic więcej nie jem. Oprócz tego piję dużo czerwonej i zielonej herbaty. Waga się waha, rano jest 65kg, po całym dniu 66,67 zależy.. jedno jest pewne, nigdy więcej
środa, 11 grudnia 2013
4.
Wracam po takim czasie. Wracam, bo nie mam siły na to wszystko. Jest mi tak źle, przykro, smutno, tragicznie. Byłam najszczęśliwsza na świecie. A teraz znów po prostu chciałabym umrzeć.Ale od początku. Od maja, od czasu mojego ostatniego postu, ogarnęłam się z panek K. Już mi przeszło tak naprawdę. Żyłam sobie sama, w końcu naprawdę byłam zadowolona. Z powodu pana S też mnie jakoś nic nie bolało, to nie było jednak nic znaczącego. Potem pod koniec czerwca wybrałam się z przyjaciółką na dni miasteczka w którym mieszka pan S. Oczywiście się spotkaliśmy i było świetnie. Nie zachowywał się ani trochę, jakby miał dziewczynę. Patrzył tak na mnie. To było ze soboty na niedzielę. Chciałam coś z tym zrobić, ale to do końca nie było takie łatwe. Niecały tydzień później odezwał się do mnie jakiś chłopak. Pisaliśmy z 2,3 dni po czym umówiliśmy się na spotkanie w moim miasteczku, bo on mieszka 20 km ode mnie. Spotkaliśmy się, okazało się, że jego brat to chłopak mojej bliskiej kuzynki. No fajnie. Ale było naprawdę miło. Myślałam, że na tym się skończy. A tu suprajs. Pan T chciał się nadal spotykać. Gdy jego brat przyjeżdżał swoim autem do mojej kuzynki, T zabierał się z nim. i tym sposobem, nie wiem jak to się stało po tygodniu byliśmy już razem. Dzień, czy dwa przed tym poznałam jego rodziców. Wszystko było genialnie. Chociaż przez pierwsze 2,3 tygodnie za wiele nie czułam, było po prostu fajnie, jakoś szczególnie nie chciałam z nim być. Było mi nie fajnie, że on się tak stara a ja miałam taki dystans, ale to przez tą sprawę z panem K, w sumie mu o tym powiedziałam. Pamiętam jak pierwszy raz powiedział mi, że mnie kocha. To było coś. Przyszedł taki moment, że gdzieś po 3 tygodniach był mi już bardzo bliski. jeździliśmy sobie w czwórkę nad jezioro, albo na frytki, albo sami też. Chodziliśmy po moim miasteczku, po jego miasteczku. Byłam szczęśliwa. On też, nawet bardziej niż ja. Potem pod koniec września skończyła się moja praca. A w środku października ze mną zerwał.. Nigdy nie zapomnę tego uczucia.. Bo nie wyrabia z czasem, nie będzie go miał wystarczająco dużo dla mnie i bla,bla. Bzdura. Pojechałam pod jego pracę, porozmawialiśmy i już było ok. Znów byliśmy razem. Potem wyszły plany, mojej przeprowadzki, wspólnego zamieszkania i takie tam. Minęły 3 tygodnie i znów.. Bo on to w sumie już nie wie czy mnie kocha, raczej nie. Cios nożem w sam środek serca. Spotkaliśmy się od tego czasu 2 razy. Za drugiem razem, było miło jak kiedyś.. Minął miesiąc i troszkę od rozstania. Ja spotykam się czasem z jego bratem i moją kuzynką.W zeszły piątek, moja przyjaciółka miała imprezę firmową, a T jest djem i akurat na niej grał.. Oczywiście dostało mu się i słownie i ręcznie.. Ale podobno przyjął to z honorem. A dziwi mnie fakt, że mimo iż mnie zostawił, jakiś tam kontakt między nami był. Po tej akcji powiedział mi, że sobie to wszystko poukładał i chciał wrócić, ale moja przyjaciółka powiedziała mu, że ma o mnie zapomnieć, no to on zapomni. I nawet moje przekonywania, tłumaczenia nic nie dały. Chce być sam i to decyzja nie odwołalna. A ja już nie wiem nic.. Każdy miesza mi głowie.. Już sama nie wiem co mam robić, myśleć.. Mam dość. Nie wiem. Masz wszystko pracę, chłopaka, jesteś naprawdę szczęśliwa. A potem pyk i nie ma już nic. Obiecałam sobie po panu K, że już nikt nigdy więcej mi tego nie zrobi. I znów na to pozwoliłam. On wie co mi zrobił. To gorsze, niż złamanie serca. To nóż wbity w sam środek. Ja już nie mam siły się ogarniać, podnosić kolejny raz. Po prostu mam ochotę rozpierdolić łeb o beton. I nic już nie czuć. Z jedzeniem, zanim go poznałam szło mi cudownie. Wyglądałam już całkiem. Potem wiadomo, lody, frytki itd ale w miarę się trzymałam. Teraz znów chcę wrócić do dobrej diety. Nie umiem już bez tego żyć. Musze się odchudzać. Do lata muszę być idealna. tak jak w czerwcu. Czułam się idealna, silna, szczupła, pewna siebie. Wydaje mi się, że to też go do mnie przyciągnęło. Że byłam taka pewna, świadoma swej wartości.A teraz jest jak jest. Wracam do diety. Trzymajcie się,pa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)





.jpg)


.jpg)

