Kurwa. brak mi po prostu słów. Jest tak ch*jowo, że aż śmiesznie. Ładnie zaczytam posta. Ale po prostu już nie mam siły, nie mam siły udawać, że jest dobrze, uśmiechać się. Ostatnie dni są tragiczne, okropne. Weekend w szkole, lubię, bardzo lubię chodzić do szkoły. Spotykać się z paczką, jest nam zawsze tak wesoło. Ale po raz kolejny, musiałam się uśmiechać, udawać jak to wszystko jest super, jaka to jestem silna i jak to wszystko co się zdarzyło mnie nie obchodzi. Po prostu już mi nie dobrze od tego udawania. Nie mam siły. tak mocno mnie to roz*ierdala od środka.. Ale i tak będę udawać dalej, bo chcę, bo muszę? Nie chcę pokazywać przyjaciołom po raz kolejny jaka jestem żałosna, nieszczęśliwa, nieopanowana, wiecznie depresyjna, bo nawet nie potrafię się ogarnąć nie potrafię zapomnieć. Wolę kłamać i pisać, że jest ok. Bo po co mówić, że nie? Zatruwam wszystkim wiecznie życie swoimi problemami, a każdy ma ich wystarczająco dużo, poza tym w czym pomaga moje wieczne żalenie się? Nie wiem, co dalej ze mną będzie, nie wiem co mam robić. Usłyszałam, że zapomnieć.I wiem, że to najlepsza recepta. Naprawdę się staram. Wiem, że muszę coś z tym zrobić, ale co z tego, że wiem? Co bym nie zrobiła i tak roz*ierdala mnie od środka z coraz większą siłą. Nie wiem, może znów będę musiała to przeczekać. Będę udawać, jaka jestem idealna, silna i najlepsza. I może wtedy znów się taka stanę, jak wtedy. Póki co, ogarniam pracę, jutro ostatnia wizyta u lekarza, na 7 rano;x . Mam nadzieję, że w końcu wszystko pozałatwiam. Potem w końcu muszę się brać, za naukę do matury. Bo dziś do mnie dotarło jak bardzo mocno zależy mi na tych studiach. Chcę studiować psychologię. Bardzo tego pragnę. No i dieta. Wczoraj i dziś nie najgorzej, tylko wczoraj ten okropny pączek u babci oczywiście ;x. A oto bilans z dziś:
- złożona kanapka z chlebka i plasterka sera żółtego
- pół zimnej kiełbasy śląskiej z odrobiną przecieru pomidorowego
- 2 kawałki babki i kostka ptasiego mleczka, u babci oczywiście ;x
- 2 talerze zupy mlecznej z ryżem i słodzikiem, jeden na podwieczorek, jeden na kolację.
Ogólnie tez próbuje się ogarniać ze słodyczami, w niedziele u babci to jest nieuniknione, jakoś jak na złość ostatnio zaczęła tez z nimi szaleć w środku tygodnia, ale myślę, że się to uspokoi i jakoś dam radę. Ogólnie myślę, że jakoś dam radę się ogarnąć i trzymać w końcu tą dietę. Najgorsze jest to, że od bardzo dawna ciągle waham się, mój umysł się waha, między aną a fit. Od any też nie idzie tak całkiem odejść. Ale raczej postanowiłam, że będę jeść tak z te 1000kcal. Bo jednak, to bardzo szkodzi organizmowi, wyniszcza, nie ma się siły ćwiczyć itd. Może to wolniej wszystko pójdzie, ale efekty będą lepsze. Chociaż wiem, że jeszcze pewnie nie raz przejdę na stronę any, ale będę walczyć sobie o wagę i o normalne życie w każdej kwestii. W tej dam radę, na pewno. Wczoraj piłam w H wódkę, Soplicę orzechową. Jak zwykle wesoło :). Wypiłam z 4 kieliszki? A czułam się dziwnie.. Dziś pół dnia czułam się tak, jak zawsze po wypiciu ok 0,25. Mój organizm dziwnie się czuł. Ale dziś ok. Jutro mam kapuśniak na obiad, pycha <3. Przeczytałam gdzieś ostatnio, fajną sentencję : ,,Na zawsze" znaczy ,,Dopóki mi się nie znudzisz". Boże, jakie to życiowe. Już o nic innego Cię Boże nie poproszę, nie poproszę bym była chuda, czy mądra, ale proszę, zdejmij ze mnie tą depresję, bo niestety niewątpliwie na to cierpię. Nie mam sił, chcę żyć, ale mi się nie chcę żyć. Brr. Pójdę już lepiej. Dobranoc :).
niedziela, 26 stycznia 2014
poniedziałek, 20 stycznia 2014
13.
No, czas się ogarnąć, pilnować. Sobota i niedziela były złe, bardzo złe. Dziś już spokojnie, trzeba wrócić na właściwe tory, Tyle razy to robię, bo zawsze co jakiś czas musi się zdarzyć jakiś zły dzień/dni. Dlatego przez tyle miesięcy nie mogę się nadziwić, że nie przytyłam, tylko od iluś miesięcy trzymam stałą wagę 66kg. Okropne. Przez jakiś czas byłam z tego zadowolona, w końcu coś poniżej siódemki z przodu. To 66 jest milion razy lepsze niż 74. Ale frustruje mnie to czasami, że nie spada, niby ciało wygląda lepiej, każdy tak mówi, ale waga nie spada. Czasami pojawi się jakieś 65. Ale ogólnie czuję się całkiem, całkiem bo w ubraniu wyglądam fajnie. Ale muszę pracować, nie jeść, ćwiczyć, żeby latem wyglądać świetnie w bikini. Tym bardziej, że zapowiada się, że czasem będę bywać nad jeziorem. Zaczęłam robić A6W według tabeli od wczoraj, czyli dziś drugi dzień zaliczony :). Przedtem też trochę robiłam, ale ot tak bez tabeli. Chce też pilnować ćwiczeń rozciągających, żeby za jakiś czas móc zrobić szpagata <3. I z brzuszkami trzeba się ogarnąć. Może K zdecyduję się robić ze mną A6W. Bilans z dziś nie jest zły, chociaż bardzo zła jestem za pół drożdżówki ;x . Oto on:
- mała skibeczka ze serkiem smażonym
- pomidorowa z kluseczkami i parówką + 2 kostki ptasiego mleczka ( Ach, ta babcia ;x )
- pół drożdżówki z kruszanką ;x
- większa skibka suchego chlebka
Ogólnie nie jem pieczywa, czasem jem bułki grahamki lub pieczywko chrupkie. Ale ostatnio nie mam pola do popisu, nie mogę wybierać, a coś czasem muszę zjeść. Weekend, jak weekend. W piątek byłam u H. W sobotę byłam sama u niej w domu bo pilnowałam całą noc jej jakby przyrodniej siostry, bo H była z rodziną na 18nastce. Niedziela leniwa, jak to niedziela. Nie cierpię. Nie poszłam znów do kościoła, bo tak wymarzłam, że stwierdziłam, że już nigdzie nosa nie wystawię ;x. Zła jestem na siebie za to. W środę mam wizytę u neurologa i okulistki. Bardzo mi się nie chcę do niech iść, ale muszę, bo to na badania do pracy. Jutro dzień babci. Kupiłam babci prymulkę i czekoladę. Nawet mnie nie stać na jakiś fajny prezent, jak ja to uwielbiam. Będę musiała babci iść po coś słodkiego, bo sama nie wyjdzie z domu, boi się gdy jest tak ślizgo. A ja się boję tego, że będę potem musiała to jeść. Postaram się jak najbardziej ograniczyć, ale wiecie jak to jest. W sumie też planuję ogólnie zjeść malutko przez cały dzień, więc nie powinno być źle. Znalazłam dziś fajną piosenkę. Dawid Kwiatkowski ( tak, wiem jak wszyscy na niego jadą ;x nie mam na jego temat zdania, ale piosenka jest mega) - na zawsze. Fragment który mam ciągle w głowie ' Zapytaj mnie, ile jeszcze serc po drodze będę łamać, nie chcę tego lecz, zgubiłaś mnie, nauczyłaś chcieć tego czego nigdy nie powinienem mieć ' . Jakoś bardzo czuję, jak to utożsamia się ze mną.. T dał mi spokój, oprócz wchodzenia na mój profil na fotce, co parę dni, np. wczoraj. Nie chcę, żeby wrócił, nie chcę mieć z nim nic wspólnego, wystarczająco mnie już zniszczył. Teraz muszę żyć sama. Chcę żyć sama. Zająć się tym co dla mnie ważne, tym co jest coś warte. On nie był, nie jest i nie będzie niczego wart. Nieważne. Wiem, że moja przyjaciółka K, czasem czyta te posty, więc pozdrawiam, kocham Cię mordko, dziękuję za wszystko <3! Tymczasem, kończę, pora spać. Dobranoc :*.
- mała skibeczka ze serkiem smażonym
- pomidorowa z kluseczkami i parówką + 2 kostki ptasiego mleczka ( Ach, ta babcia ;x )
- pół drożdżówki z kruszanką ;x
- większa skibka suchego chlebka
Ogólnie nie jem pieczywa, czasem jem bułki grahamki lub pieczywko chrupkie. Ale ostatnio nie mam pola do popisu, nie mogę wybierać, a coś czasem muszę zjeść. Weekend, jak weekend. W piątek byłam u H. W sobotę byłam sama u niej w domu bo pilnowałam całą noc jej jakby przyrodniej siostry, bo H była z rodziną na 18nastce. Niedziela leniwa, jak to niedziela. Nie cierpię. Nie poszłam znów do kościoła, bo tak wymarzłam, że stwierdziłam, że już nigdzie nosa nie wystawię ;x. Zła jestem na siebie za to. W środę mam wizytę u neurologa i okulistki. Bardzo mi się nie chcę do niech iść, ale muszę, bo to na badania do pracy. Jutro dzień babci. Kupiłam babci prymulkę i czekoladę. Nawet mnie nie stać na jakiś fajny prezent, jak ja to uwielbiam. Będę musiała babci iść po coś słodkiego, bo sama nie wyjdzie z domu, boi się gdy jest tak ślizgo. A ja się boję tego, że będę potem musiała to jeść. Postaram się jak najbardziej ograniczyć, ale wiecie jak to jest. W sumie też planuję ogólnie zjeść malutko przez cały dzień, więc nie powinno być źle. Znalazłam dziś fajną piosenkę. Dawid Kwiatkowski ( tak, wiem jak wszyscy na niego jadą ;x nie mam na jego temat zdania, ale piosenka jest mega) - na zawsze. Fragment który mam ciągle w głowie ' Zapytaj mnie, ile jeszcze serc po drodze będę łamać, nie chcę tego lecz, zgubiłaś mnie, nauczyłaś chcieć tego czego nigdy nie powinienem mieć ' . Jakoś bardzo czuję, jak to utożsamia się ze mną.. T dał mi spokój, oprócz wchodzenia na mój profil na fotce, co parę dni, np. wczoraj. Nie chcę, żeby wrócił, nie chcę mieć z nim nic wspólnego, wystarczająco mnie już zniszczył. Teraz muszę żyć sama. Chcę żyć sama. Zająć się tym co dla mnie ważne, tym co jest coś warte. On nie był, nie jest i nie będzie niczego wart. Nieważne. Wiem, że moja przyjaciółka K, czasem czyta te posty, więc pozdrawiam, kocham Cię mordko, dziękuję za wszystko <3! Tymczasem, kończę, pora spać. Dobranoc :*.
czwartek, 16 stycznia 2014
A jednak nie.
Już się cieszyłam, że będę mogła zacząć tego posta słowami: ogarniam się, już mi lepiej. Ale chyba jednak nie, skoro właśnie dopadł mnie płacz. Nie taki paniczny jak zawsze, ale jednak poczułam się źle. A było całkiem ok. Wiem, że jak jutro wstanę będzie ok, ale jednak wolałabym tego nie czuć. Chyba się zaczęłam ogarniać po tym, jak szwagier troszkę mną potrząsnął. Przynajmniej doszłam do wniosku, że publicznie muszę się ogarnąć, muszę przynajmniej zacząć udawać, że jest dobrze. W sumie nic nowego się nie dzieje. Poznaję nowych ludzi, dostaję mnóstwo nowych wiadomości i nie ogarniam z odpisywaniem. Szczerze mówiąc chyba mnie to trochę przytłacza. Chyba chciałabym jednak mieć w tej kwestii troszkę świętego spokoju. Sama już nie wiem. Jak na razie nie chcę się wiązać. Dziś dzień, jak co dzień. Byłam z babcią na zakupach. Trochę pochodziłam z mamą po mieście. Wczoraj kupiłam śliczne białe skinny w czarne serduszka <3. Rozmiar L, ale w moim wypadku to i tak w końcu jakiś sukces. Z jedzeniem też się ogarniam, ale nie podoba mi się dzisiejsze ciastko i prażynki ;x. Kurde, musiałam mieć ochotę na to ciastko. A i tak nie było warte mojego zjedzenia, brr. Ale ogólnie jestem na całkiem dobrej drodze. Ćwiczę też, może nie dużo, ale zawsze coś. Jutro mam się zgłosić do pewnej firmy, do kadr, po skierowanie na badania, bo przyjmą mnie na kurs szwaczki. Boję się ;x. Ale muszę zrobić coś ze swoim życiem, muszę zacząć pracować. Musze się ogarnąć. Pamiętam, że jak po tej sprawie z Panem K, w kwietniu zaczęłam pracę w cukierni, to bardzo mi to pomogło, że mam jakieś zajęcie. Teraz jest mi to chyba mega potrzebne, bo nie mogę przestać myśleć o sprawie z T.. Niczego po chudości tak nie pragnę jak tego, by zniknął, wyparował.. A ja powoli, powoli znów uczę się jak to być zimną suką :). Eh, uwielbiam swoje posty. Byle jakie, pomieszane. Chwilę o diecie, chwilę znów jak to mi źle i bla, bla. Ale muszę to pisać, to troszkę pomaga. Wypiłam dziś i wczoraj senes. jak się zważę w niedzielę, proszę niech się w końcu ruszy, niech będzie 65 ;c. Tak bym już chciała 60, ale wiem, że trzeba być cierpliwym, wiem. Staram się, ćwiczę więc proszę, leć w dół. Nie wiem już, co jeszcze miałabym napisać. Chyba już sobie po prostu lepiej pójdę : ). Trzymajcie się, pa :*.
niedziela, 12 stycznia 2014
11.
Brrrrry. Mam już dość wszystkiego. Miało być lepiej, a jest mi coraz gorzej. Śmieszne co nie? Niby z czasem powinno być lepiej. Minęły ponad dwa miesiące, a mi nie jest lepiej, czasami jest nawet gorzej. Jak dziś. Jak wczoraj. Jak przedwczoraj. Tydzień temu z piątku na sobotę T do mnie dzwonił. Spałam, więc nie odebrałam. Rano przeczytałam smsa. Że niby nadal coś czuje, że jednak go ogranicza, że jestem starsza i bla ,bla. Ku*wa. Mam już po prostu dość. Ochłonęłam dwa dni i mu pocisnęłam. Dziś się spotkałam z jego bratem i kuzynką. Powiedział, że ja się przejmuję a on się bawi w najlepsze, że mam się nie przejmować. Mówiłam, że ja się nie przejmuję, to stwierdził, że tak tylko mówię, ale on wie jak to jest. Widocznie, tak bardzo to wszystko po mnie widać. Widocznie wyglądam jak taka sobie chodząca śmierć :). Tak długo tutaj nic nie pisałam, bo nie miałam internetu. To mnie bardzo dobijało, bo pisanie tutaj mi pomaga. I muszę się w końcu zmotywować bardziej do diety. Z ćwiczeniami nie jest źle, codziennie chociaż troszkę ćwiczę, nie tyle ile bym chciała, bo ja to bym chciała bardzo dużo, ale zawsze coś. Dzisiejszy bilans byłby ok, gdyby nie te słodycze ;x . Chole*ne słodycze, jak mam się od nich uwolnić, nie dać się. Jestem od nich tak uzależniona. Jestem nawet w stanie sama sobie niczego nie kupować, ale jak idę do babci i podtyka mi pod nos, albo mam coś w domu, to nie umiem się powstrzymać ;x . Nawet jak mnie ktoś częstuję, to jestem w stanie odmówić. Ale jak mam je przed oczami to nie. Grrr. I te obiady od babci, tego nie jestem w stanie niestety wyeliminować. Od jakiegoś czasu mam tak, że jak jem obiad, to cały czas myślę, że jak tylko zjem to powinnam się iść wyrzygać, już, natychmiast. Tylko rzadko kiedy mam możliwość i nie potrafię. Tak. Nie umiem się zmusić do rzygania. Od jakiegoś tygodnia zaczęłam pić senes. Wiem, że nie powinnam, ale póki co jest wszystko ok. W tym tygodniu dość zawalałam. Tak.. I jestem strasznie zła, jest mi tak przykro, że byłam taka słaba. Ale weszłam dziś na wagę (bo postanowiłam się warzyć raz w tygodniu w niedzielę rano, a nie jak taki poj*b po trzy razy dziennie) i w zeszłą niedzielę było niecałe 66kg i dziś też. Jest mi przykro, że nie chudnę, ale z drugiej strony się cieszę, że nie przytyłam po tym żarciu. Nie wiem, wydaje mi się, że to właśnie przez ten senes.Zaraz sobie napiszę bilans na jutro, bo bardzo lubię to robić :). Nie muszę potem stać przy lodówce i wymyślać co mogę zjeść, bo już po prostu mam rozpisane, idę i szykuję to co mam :). I apro po ćwiczeń zaczęłam robić aw6 i jestem zadowolona chociaż to parę dni, ale wydaje mi się, że dzięki temu zachowuję w miarę płaski brzuch :). Musze się bardzo ogarnąć i zrzucić szybko te 6kg, żeby dobić do 60kg. Boże, jak tego pragnę <3. jak niczego, nawet T tak nie pragnę. On nie jest wart czegokolwiek. Wczoraj piłam z kumpelą wódkę. Boże, jak nam było cudownie i wesoło :). Ona zbytnio nie pije, zawsze tak z dwa, trzy kieliszki. A wczoraj wypiłyśmy 0,5 i jakoś nas bardzo wzięło. I stwierdziła, że chyba każdą sobotę chcę tak spędzać. Skończyłyśmy nasz 0,5 i stwierdziła, że chyba pójdziemy szukać następnej haha :D. Ale nie szukałyśmy, jakoś musiałam się dokulać do domu :). Bardzo chciałam coś mu napisać, skoro już byłam w takim stanie, ale się powstrzymałam, duma mi nie pozwoliła. Ale dobra, czas o diecie :). Dobrze, że mam jakieś motywacje, już nie będę się o tym rozpisywać. Także trzymamy dietę, ćwiczymy! Trzymajcie się :).
czwartek, 2 stycznia 2014
2014 please be good for me.
Witam Was w tym Nowym Roku :). Mój sylwester, był jak najbardziej udany. Z przyjaciółką pojechałyśmy do Ostrowa, do przyjaciółki i jej chłopaka. Już po drodze miałyśmy przygody. Jazda pociągiem z Poznania do Ostrowa, jakaś awaria pociągu, jazda 2h na stojąco z walizką, ściśnięci jak sardynki w puszcze. Przynajmniej było nam wesoło :). Na miejscu zakupy, organizacja, jedzonko. Jedzonka było duuużo :)! Ale wyjątkowo się nie przejmowałam tym ile pochłaniam w sylwestra i Nowy Rok. Chociaż ten jeden raz wiedziałam, że muszę jeść bez wyrzutów. Alkoholu tez było sporo, ale zbytnio nie piliśmy. No dobrze, ja wypiłam troszkę. Troszkę odpowiednio na to żeby świrować :). Włączyliśmy tv, oglądaliśmy transmisje sylwestra z różnych miast. Troszkę zjedliśmy, zaczęliśmy grać w karty, otworzyliśmy wódkę, rozpaliliśmy shishę :). I było nam mega, mega wesoło. Potem filmy, fotki. Jakoś po 22 zadzwonił T z życzeniami.. Czym oczywiście sprowokował mnie, do wysłania do niego smsa po północy, gdy już byłam podpita. Shit. Wiedziałam, że to zrobię. Gdyby mnie nie sprowokował tym telefonem, to może jakoś bym się opamiętała. Nic takiego, że tęsknie i nic się nie zmieniło.. Bywa. Fajerwerki o północy obejrzeliśmy na balkonie, otworzyliśmy szampana, zapaliliśmy zimne ognie, strasznie krzyczeliśmy i śpiewaliśmy :). Potem H ubrała maskę karnawałową, ja duuuże okulary i poszliśmy wszyscy na rynek. Tam muzyka, pozostałości fajerwerek. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy a potem puściliśmy lampiony <3. Każdy swój, ze swoim życzeniem. Nie powinnam była sobie tego życzyć.. Naprawdę. Ale gdyby to się spełniło, oszalałabym ze szczęścia. Ale wiem, że się nie spełni. Wróciliśmy do domu, trochę tv i te sprawy. Jakoś po 3 usnęłam. Uwielbiam spać po alkoholu. Moja bezsenność odchodzi w niepamięć. Po prostu odlatuję. Także jak dla mnie, sylwester był bardzo udany, jestem bardzo zadowolona i ciesze się, że spędziłam go własnie tam, z tymi własnie osobami, DZIĘKUJĘ <3. Wczoraj jeszcze zjadłam baardzo dużo.Ale dziś już grzecznie. Oto bilans:
- pieczywo chrupkie z konserwą
- ziemniaki, sos, mięsko z kurczaka o.O ( obiad u babci, który muszę zjeść)
- łyżka galaretki ze śmietaną i startą czekoladą ( wbrew pozorom, to była odrobina, również u babci)
- pół grahamki z serkiem wiejskim
- plasterek szynki i dwa pieczywka chrupkie
Troszkę poćwiczyłam. Także zapowiada się dobrze, nie mogę odpuścić. Mam też parę postanowień noworocznych, ale nie chcę mi się wszystkich pisać, trochę się nazbierało ;). Ale napisze te najważniejsze:
1. Pilnować diety i ćwiczyć.
2. Do wakacji schudnąć chociaż do 60kg.
3. Panować nad swoim życiem, nad wszystkim.
4. Uwolnić się od T, przestać go kochać i tęsknić. W końcu przestać go potrzebować.
Życzę Wam, abyście wytrwały w swoich postanowieniach i oczywiście, chudości, chudości <3 !
- pieczywo chrupkie z konserwą
- ziemniaki, sos, mięsko z kurczaka o.O ( obiad u babci, który muszę zjeść)
- łyżka galaretki ze śmietaną i startą czekoladą ( wbrew pozorom, to była odrobina, również u babci)
- pół grahamki z serkiem wiejskim
- plasterek szynki i dwa pieczywka chrupkie
Troszkę poćwiczyłam. Także zapowiada się dobrze, nie mogę odpuścić. Mam też parę postanowień noworocznych, ale nie chcę mi się wszystkich pisać, trochę się nazbierało ;). Ale napisze te najważniejsze:
1. Pilnować diety i ćwiczyć.
2. Do wakacji schudnąć chociaż do 60kg.
3. Panować nad swoim życiem, nad wszystkim.
4. Uwolnić się od T, przestać go kochać i tęsknić. W końcu przestać go potrzebować.
Życzę Wam, abyście wytrwały w swoich postanowieniach i oczywiście, chudości, chudości <3 !
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)
.jpg)




.jpg)


kmny.jpg)






.jpg)


