Hej. W sumie, nie wiem co powinnam napisać.. Możę zacznę, od tego, co mnie tak rano ucieszyło. Wchodzęo na wagę a tu 65 <3. Poczułam ogromną ulgę. Jakiś czas temu miałam kiepski okres i przybrałam 2kg.. Tak mi było wstyd.. Ale ogarnęłam dupę, tydzień ścisłej diety i znów mogę czuć się bezpiecznie, że oddalam się od 7mki z przodu. Od zeszłego poniedziałku trzymam dobrą dietę i nawet nie jest mi jakoś ciężko, jestem w swoim żywiole :3. Teraz obym trzymała się tak dalej, muszę szybko zbić te 5kg by ważyć 60. Wtedy będę trochę spokojniejsza i spokojniej będę się starała lecieć w ddół. Zastanawiam się, czy nie wspomóc jakimiś tabletkami. Skuszę się chyba wagę elektroniczną, w biedronce są takie ładne <3. Kupiłam w piątek fajną spódniczkę, 3 pary skinnów *.* i fajną bluzę. Week był do bani.. Psychicznie czuję się nadal nienajlepiej.. Tak, nadal wkurza mnie jego istnienie, to, że sobie źyje jakgdyby nigdy nic, szczęśliwy a ja się ku*wa męczę..Chciałabym, żeby ktoś mu to powiedział, wykrzyczał, chciałabym, tak bardzo bym chciała.. Ale nie ma na to szans. Ale życie ze świadomością, że ma się w torebce listek najśilniejszego ketonalu i pół listka olfenu jest pocieszające. Złożyłam CV do cukierni w której pracowałam w zeszłym roku, oby mnie przyjeli ;o. Znów czytam ,,Przeklinam Cię, ciało'' <3 . Bo co niby mam ze sobą zrobić, fiksuję ..
' Ale przecież świat musi pomieścić wszystkich: chudych i grubych, szczęśliwych i nieszczęszczęśliwych, zjodziei i alkoholików. I takich jak my-którzy mamy chore dusze i chore ciała.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz