wtorek, 21 maja 2013
3.
Jest cudownie. Jak cholera.. Po prostu chwilami mam dość. Jedzenie zawalam kompletnie. Tak jak przez długi czas panowałam nad nim, teraz ono znów zaczyna panować nade mną. Nie mogę tego przeżyć. Jeden czy dwa dni, jem dobrze, potem wpierdalam jak głupia, potem znów jem dobrze. Znów przestałam nad wszystkim panować. Świetny pan S. , który twierdził, że mnie kocha znalazł sobie dziewczynę. Mam dość. Chyba zawiodły mnie już wszystkie możliwe bliskie osoby. No oprócz przyjaciółki (przyjaciółek?). W pracy daje radę, nawet już mnie tak bardzo nie męczy te 9 godzin. Jeszcze jutro i czwartek. A piątek i sobota wolne. bo do szkoły <3 . Możliwe, że nawet w niedzielę dostanę wolne. Pochodzę sobie po sklepach, ach. Ale w sumie co z tego, jestem tak gruba, że i tak w nic fajnego nie wejdę. Boję się wchodzić na wagę. Boję się zobaczyć siódemkę z przodu. Boję się, bo sądzę, że ją zobaczę. Więc się nie ważę. Dziś tak źle się czuje, jestem taka pełna, obrzydliwa, gruba. Miałam być na sgd, w 4 dniu zawaliłam. Potem stwierdziłam, że zrobię zmianę na max 500 kcal. Ale dziś doszłam do wniosku, że zamienię to na MAX 700 kcal dziennie. Jednak w pracy trochę się narobię, muszę mieć trochę siły. Potem kręci mi się w głowie jak zjem przypuśćmy 400 kcal, czasem się boję, że spadnę z krzesła jak na nie wchodzę po coś, bo mi się w głowie kręci. No ale gdzie tam, musiałam się nażreć. Musiałam pozwolić by znów jedzenie mną zawładnęło. Tak się boję. Nie poddam się. Jutro zrobię lekki dzień,. prawie same owoce i warzywa. Muszę się odtruć . A potem max te 700 kcal, jak najwięcej warzyw, owoców, jogurtów naturalnych i wafli ryżowych. Zacznę znów dobrze jeść. Nie mogę tego zawalić i wrócić do punktu wyjścia. Może jakoś na koniec tygodnia się zważę żeby wiedzieć ile jest. Napiszę i zacznę od nowa, będę wiedzieć z czym zaczynam. Tak mi źle, smutno , chce mi się płakać wieczorami. Poczułam się jakbym znów dostała w twarz. Uwielbiam jak ktoś mi pociska kity, że mnie kocha a potem jak zwykle dupa. To ściemy. Zupełnie wtedy gdy pan K. patrzył mi w oczy i mówił jak to mu zależy i bla bla. Pan K. to mój były. Nie chce mi się o tym myśleć. Kiedyś o nim opowiem. Teraz muszę iść spać, muszę przed pracą iść do szkoły, biegać i prosić się o wpisanie zaliczenia. Co za szkoła, płacisz i tak zawsze jakiś problem. Jutro będzie lepiej, na pewno. Chudych snów :*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz