Hej. Tak jak pisałam ostatnio, sobotę i niedzielę jakoś przetrwałam na ok. 800 kcal. Tak, wiem to i tak dużo, mogło być lepiej. A dziś zaczęłam SGD. Jestem głodna, ale szczęśliwa. Pierwszy dzień poszedł mi dobrze, nawet nie kusiło mnie bardzo, by zjeść coś zakazanego. Chociaż spoglądały dziś na mnie pączki, drożdżówki i takie tam. Ale dałam radę. Dam radę z dietą. Muszę. Przecież jestem silna, mam silną wolę ;) . To ja muszę kontrolować jedzenie, a nie odwrotnie. Wklejam dzisiejszy bilans:
- śniadanie:
wafel ryżowy (38) ze serem (20) i pomidorem (4)
- w pracy:
jabłko (40)
jogurt naturalny (100)
- obiad ( o 19stej, bo o tej wracam z pracy o.O ) :
300 g zupy pomidorowej z ryżem (126)
-kolacja:
- strarte jabłko (40) pomidor (30)
Ćwiczenia:
- 110 brzuszków
- 4 ćwiczenia z aw6 (2 ostatnich nie dam rady, zbyt obciążają mi kręgosłup)
- 8 min rowerek
- rozciąganie
Wiem, wiem mało. Ale będę dokładać. Spróbuje znów znaleźć czas na rower. Może w końcu rolki.
W diecie SGD czytałam, by nie liczyć warzyw i owoców. Ja będę licząc bez nich, łamane na wartość z nimi. Muszę mieć pełną kontrolę. Dziś wyszło 295/409 , czyli spokojnie się zmieściłam 1 dzień SGD ZALICZONY :) ! Dam radę, chcę być szczupła. Muszę. Inaczej zwariuje, ale przecież nie może być żadnego inaczej. Jutro do pracy. Przecież ja chodzę cały tydzień do pracy -.- . Każdego ranka coraz ciężej mi wstać. Czuje się taka zmęczona, ale cóż, byle do przodu. Damy radę, przecież jesteśmy silne, kontrolujemy swoje życie. Dziś to na tyle, dobrej nocy ;* .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz