niedziela, 15 grudnia 2013

Wcale nie jest źle. Jest najgorzej.

Hej. Teraz patrzę na moje wpisy. Przecież to miał być blog o jedzeniu, o diecie. A tym czasem zmienił się w jakby pamiętnik. Ale muszę o tym pisać, po prostu muszę, bo mnie to rozwala.. W czwartek miałam imieniny. Pan T nawet złożył mi życzenia (szok?). W piątek odezwał się, że gra w klubie w moim mieście. No dobra, ale co mnie to obchodzi? Nie spotkałam się z nim, chociaż było blisko. W sobotę też się odzywał, gdzie to on nie gra. A co mnie to ku*wa w ogóle obchodzi? I jeszcze mi napisał, że wie, że to dla mnie trudne ale mam na niego nie czekać i mamy być przyjaciółmi. On wie? Co on ku*wa wie. Nie. To nie jest trudne. To mnie po prostu, rozwala, zabija. Umieram co dzień po troszku. Ale nie umiem umrzeć naprawdę i odejść z tego świata. A ona, zero świadomości jak mnie krzywdzi. Czasami po prostu chciałabym żeby umarł, zniknął, bo mnie to przerasta.. Nie mam już siły, naprawdę. Kocham go i nienawidzę z jednakową siłą. Wiem, jakim jest człowiekiem a mimo wszystko nadal bym chciała by wrócił i jednocześnie nie chcę. Chcę żeby się odzywał a jednocześnie chcę żeby zniknął. Takie to poj*bane.. Muszę zapomnieć, odizolować się, przetrawić..Tylko jak. Ale nie ważne. teraz najważniejsza jest dla mnie dieta. To jest teraz mój cel i priorytet. Więc niech ten blog stanie się takim jaki powinien być do początku. Z dietą idzie mi całkiem dobrze, tylko muszę jeszcze wyeliminować te głupie słodycze. Ćwiczenia też dobrze. Bo ja to lubię ćwiczyć, jak już się rozkręcę i ich trzymam to jest super. Dziś zjadłam:
- mandarynkę
- na obiad ziemniaka, z 2łyżki surówki i 2 polędwiczki z kurczaka
- kawałek piernika , musiałam zjeść gdy byłam u babci bo by mi nie dała żyć
- 2 kostki pawełka, zupełnie nie potrzebnie..
Idę niedługo do przyjaciółki na urodziny, więc pewnie będę musiała zjeść kawałek tortu.. Boję się. Dlatego już nic więcej nie jem. Oprócz tego piję dużo czerwonej i zielonej herbaty. Waga się waha, rano jest 65kg, po całym dniu 66,67 zależy.. jedno jest pewne, nigdy więcej siódemki z przodu, nigdy. Do wakacji, chciałabym zrzucić więcej jeśli się uda, ale muszę zrzucić przynajmniej do 60kg. MUSZĘ. Mocno ćwiczę i widzę jak to dobrze wpływa na moje ciało. Wszyscy mi teraz mówią jakie mam chude nogi ;o. Nawet mama jakiś czas temu mi powiedziała, że schudłam i że nogi mi się takie chude zrobiły, szok. I o to chodzi. Nawet on to zauważył.. Teraz to jest mój cel, moja miłość. Już nie ON. Nie chcę go, nie chcę go, nie chcę go. To sobie muszę wmawiać. Jedyne czego chcę, to chudnąć. Dziś to na tyle, trzymajcie się :*.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz