Faktycznie. Żyję, bo oddycham. To raczej stan wegetacji, niż życie. No, ale oddycham, chodzę, jem to przecież żyję. Wczoraj byłam w szkole na ostatnim zjeździe przed świętami i dziś też. Wczoraj, taki szok pierwszy raz w tym roku zostałam z koleżanką na wszystkich lekcjach ;o. Praca zaliczeniowa z matmy, masakra. Przez duże M. Dziś napisałam poprawę z poprzedniej pracy, też z matmy. Chyba jest nieźle. Dziś w szkole było całkiem fajnie. Łamanie się opłatkiem, życzenia. Potem z ekipą zrobiliśmy sobie sesyjkę zdjęciową. Będzie mi ich brakowało do następnego zjazdu. W ogóle jak sobie pomyślę, że skończymy szkołę i się rozejdziemy będzie mi ich bardzo brakowało. Jest sobota wieczór, wszyscy się gdzieś bawią. A ja siedzę w domu. Konkretnie już w łóżku i zaraz przyjdzie mi iść spać. To jest coś czego zawsze nie chciałam, czego nienawidzę. Siedzenie w weekend w domu przyprawia mnie o jeszcze większą depresję. Któregoś dnia, spotkałam się z pewnym chłopakiem. Zaczął się do mnie dobierać itd. Totalna pomyłka, masakra. Teraz już całkiem na jakiś czas odechciało mi się spotkań i jakichkolwiek związków tym bardziej. Chociaż tak bardzo kogoś potrzebuję. Ale nie chcę, muszę dać sobie na wstrzymanie. Wczoraj mogłam jechać do miasteczka ok 30 km stąd do jednego chłopaka, bo mieliśmy iść na imprezę, ale nie pojechałam. Mogłabym wrócić pociągiem po 5 rano, nie pasowało mi to, bo bałam się, że mama się dowie i jak zwykle przypał. Trochę żałuję, że straciłam taką okazję. Ale trudno. Z dietą jest ok, chociaż dziś zjadłam trochę za dużo pierniczków które piekłam -.- . Kusiło mnie, ale dałam radę. Chociaż zawsze mogło być lepiej. Ćwiczenia też tam jakieś były. Ogólnie trzymam się dobrze, niby chudnę, wszyscy to zauważają, więc coś w tym chyba musi być. Ten chłopak sprzed paru dni, powiedział, że taka ze mnie chudzinka. Jeszcze jeden chłopak, z którym się spotkałam tydzień temu, powiedział, że według niego jestem za chuda. Jak cudownie słyszeć takie rzeczy *.*. To tak motywuje! Bilansu nie wklejam, bo zbytnio nie pamiętam co tam było. Rano wchodzę nam wagę, jest 65 <3 . Pod wieczór 66. Dlatego nie podoba mi się rozpisywanie tych celów, ale niech będzie. Ważne, że widać zmiany na ciele. Powoli nastawiam się psychicznie na święta i sylwestra. Pan T od poniedziałku się nie odezwał, taki szok. Chyba teraz już naprawdę się obraził i postanowił dać mi spokój. To chyba lepiej.. Tak, na pewno lepiej. Myślę ciągle o postanowieniach noworocznych i powoli układają mi się w głowie. Stwierdziłam, że jeszcze do końca roku dam sobie czas, na taką żałobę i nie ogarnięcie, a od Nowego Roku zaczynam nowe życie i się po tym pozbieram. Z dietą idzie mi super. Żeby tylko jakiś tam humor był.. Żebym w końcu na pytania znajomych: Jak się czujesz? nie musiała odpowiadać: wcale się nie czuję.. Skoro szwagier dzwoni do mnie i pyta czy żyję, to chyba faktycznie muszę wyglądać jak chodzący trup. Chociaż przy nim bardzo się staram i udaję. Widocznie mnie już przejrzał. Także, żegnaj T. Nie chcę Cię już, nie kocham Cię już, nie pragnę Cię już, nie myślę o Tobie już, nie pamiętam, że istniejesz. Nie kocham, nie kocham, nie kocham Cię. Teraz już tylko nauka, dieta, przyjaciele, pasje, i panowanie nad emocjami, nie dopuszczanie ludzi blisko, by znów ktoś nie zrobił mi niczego takiego. Trzymajcie się, pilnujcie diety i ćwiczeń, bo to przecież dla nas takie ważne :* !


.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz