niedziela, 12 stycznia 2014

11.

Brrrrry. Mam już dość wszystkiego. Miało być lepiej, a jest mi coraz gorzej. Śmieszne co nie? Niby z czasem powinno być lepiej. Minęły ponad dwa miesiące, a mi nie jest lepiej, czasami jest nawet gorzej. Jak dziś. Jak wczoraj. Jak przedwczoraj. Tydzień temu z piątku na sobotę T do mnie dzwonił. Spałam, więc nie odebrałam. Rano przeczytałam smsa. Że niby nadal coś czuje, że jednak go ogranicza, że jestem starsza i bla ,bla. Ku*wa. Mam już po prostu dość. Ochłonęłam dwa dni i mu pocisnęłam. Dziś się spotkałam z jego bratem i kuzynką. Powiedział, że ja się przejmuję a on się bawi w najlepsze, że mam się nie przejmować. Mówiłam, że ja się nie przejmuję, to stwierdził, że tak tylko mówię, ale on wie jak to jest. Widocznie, tak bardzo to wszystko po mnie widać. Widocznie wyglądam jak taka sobie chodząca śmierć :). Tak długo tutaj nic nie pisałam, bo nie miałam internetu. To mnie bardzo dobijało, bo pisanie tutaj mi pomaga. I muszę się w końcu zmotywować bardziej do diety. Z ćwiczeniami nie jest źle, codziennie chociaż troszkę ćwiczę, nie tyle ile bym chciała, bo ja to bym chciała bardzo dużo, ale zawsze coś. Dzisiejszy bilans byłby ok, gdyby nie te słodycze ;x . Chole*ne słodycze, jak mam się od nich uwolnić, nie dać się. Jestem od nich tak uzależniona. Jestem nawet w stanie sama sobie niczego nie kupować, ale jak idę do babci i podtyka mi pod nos, albo mam coś w domu, to nie umiem się powstrzymać ;x . Nawet jak mnie ktoś częstuję, to jestem w stanie odmówić. Ale jak mam je przed oczami to nie. Grrr. I te obiady od babci, tego nie jestem w stanie niestety wyeliminować. Od jakiegoś czasu mam tak, że jak jem obiad, to cały czas myślę, że jak tylko zjem to powinnam się iść wyrzygać, już, natychmiast. Tylko rzadko kiedy mam możliwość i nie potrafię. Tak. Nie umiem się zmusić do rzygania. Od jakiegoś tygodnia zaczęłam pić senes. Wiem, że nie powinnam, ale póki co jest wszystko ok. W tym tygodniu dość zawalałam. Tak.. I jestem strasznie zła, jest mi tak przykro, że byłam taka słaba. Ale weszłam dziś na wagę (bo postanowiłam się warzyć raz w tygodniu w niedzielę rano, a nie jak taki poj*b po trzy razy dziennie) i w zeszłą niedzielę było niecałe 66kg i dziś też. Jest mi przykro, że nie chudnę, ale z drugiej strony się cieszę, że nie przytyłam po tym żarciu. Nie wiem, wydaje mi się, że to właśnie przez ten senes.Zaraz sobie napiszę bilans na jutro, bo bardzo lubię to robić :). Nie muszę potem stać przy lodówce i wymyślać co mogę zjeść, bo już po prostu mam rozpisane, idę i szykuję to co mam :). I apro po ćwiczeń zaczęłam robić aw6 i jestem zadowolona chociaż to parę dni, ale wydaje mi się, że dzięki temu zachowuję w miarę płaski brzuch :). Musze się bardzo ogarnąć i zrzucić szybko te 6kg, żeby dobić do 60kg. Boże, jak tego pragnę <3. jak niczego, nawet T tak nie pragnę. On nie jest wart czegokolwiek. Wczoraj piłam z kumpelą wódkę. Boże, jak nam było cudownie i wesoło :). Ona zbytnio nie pije, zawsze tak z dwa, trzy kieliszki. A wczoraj wypiłyśmy 0,5 i jakoś nas bardzo wzięło. I stwierdziła, że chyba każdą sobotę chcę tak spędzać. Skończyłyśmy nasz 0,5 i stwierdziła, że chyba pójdziemy szukać następnej haha :D. Ale nie szukałyśmy, jakoś musiałam się dokulać do domu :). Bardzo chciałam coś mu napisać, skoro już byłam w takim stanie, ale się powstrzymałam, duma mi nie pozwoliła. Ale dobra, czas o diecie :). Dobrze, że mam jakieś motywacje, już nie będę się o tym rozpisywać. Także trzymamy dietę, ćwiczymy! Trzymajcie się :).




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz